Przed Państwem niezwykła rozmowa Michała Kotyrby z człowiekiem, którego twórczość wymyka się sztywnym definicjom i akademickim ramom. Stanisław Poskrobko, często nazywany przez krytyków i miłośników sztuki „Nikiforem z Podlasia”, to artysta autentyczny, tworzący w rytmie natury i własnego, wewnętrznego niepokoju.
Choć z wykształcenia jest mechanikiem, jego dusza od zawsze należała do świata barw, faktur i podlaskiego pejzażu. W swoich pracach, często malowanych na surowym płótnie workowym czy łączonych z elementami puszczańskiego drewna, zapisuje duchowość pogranicza, gdzie sacrum miesza się z codziennością.
O natchnieniu czerpanym z Puszczy Białowieskiej, odwadze bycia samoukiem i o tym, dlaczego sztuka musi czasem budzić niepokój, opowiedział podczas wizyty na majówce w Galerii Sztuki Schron w Giżycku.
Rozmowa ze Stanisławem Poskrobko

Michał Kotyrba: Powiedz mi, Staszku, skąd się u Ciebie w ogóle wzięło malowanie? Jak narodziła się w Tobie ta potrzeba tworzenia?
Stanisław Poskrobko: Skąd się wzięła? Właściwie z przedszkola. Cały czas byłem „zaszyty” w kartkach, mazałem, rysowałem. Mama nie nadążała z kupowaniem nowych zeszytów. Zawsze coś tam tworzyłem. Potem co prawda trochę pomyliłem kierunki, bo skończyłem szkołę mechaniczną i myślałem, że tak już zostanie. Ale los sprawił, że kupiłem pudełko farb olejnych. Zacząłem myśleć, jak zrobić z nich użytek. Krok po kroku uczyłem się wszystkiego: od budowy krosien i blejtramów, przez gruntowanie klejem kostnym i emulsją, po nakładanie warstw. Na początku nie miałem profesjonalnego sprzętu – używałem patyczków, łopatek, ale bardzo chciałem tworzyć tę sztukę.
Michał Kotyrba: Mam rozumieć, że jesteś całkowitym samoukiem? Nigdy nie pobierałeś żadnych nauk u nikogo?
Stanisław Poskrobko: Tak, jestem całkowitym samoukiem. Wszystko wypracowałem własnymi rękami.
Michał Kotyrba: A na kim się wzorowałeś w początkach swojej twórczości? Miałeś ulubionych twórców, którzy inspirują Cię do dziś?
Stanisław Poskrobko: Przełomem była wyprawa do Warszawy. Zobaczyłem wtedy na własne oczy dzieła Matejki, Jacka Malczewskiego, Gauguina czy Picassa. Odwiedzałem Zachętę, oglądałem sztukę współczesną. To mnie wtedy porwało i tak już we mnie zostało.
Michał Kotyrba: Jaka jest Twoja ulubiona technika malarska? W czym najbardziej lubisz tworzyć – czy jest to olej, czy akryl?
Stanisław Poskrobko: Zaczynałem od farb olejnych i one są bazą, ale polubiłem też techniki wodne: akryle, tempery, akwarele. One dają mi teraz dużą swobodę.
Michał Kotyrba: Czy pamiętasz pierwszy obraz, który sprzedałeś?
Stanisław Poskrobko: To były akty malowane w stylu Signaca, nakładałem na nie charakterystyczne kropki. Potem robiłem kolejne akty – część komuś oddałem, coś innego wyrzuciłem. Pamiętam też scenę z gwiazdą kolędniczą; zrobiłem ją, a potem przez kolegów trafiała do innych ludzi. Tak to u mnie było z tym oddawaniem i sprzedawaniem.
Michał Kotyrba: W Twojej kolekcji mamy wiele dzieł wykonanych na surowych materiałach – na workach jutowych, płótnach po kawie. Skąd taki pomysł?
Stanisław Poskrobko: Chodzi o fakturę płótna. Interesują mnie struktury, zacieki, nierówności. To daje zupełnie inne efekty w malowaniu niż gładkie podłoże. Szukam w tym wyrazu.
Michał Kotyrba: Czy jest jakaś tematyka, którą szczególnie lubisz malować?
Stanisław Poskrobko: Drzewa i wiejski pejzaż – to zawsze we mnie siedziało, zakotwiczyło się w mojej głowie i psychice. Ale tworzę też metaforyczne twarze, wizje fantastyczne. Maluję to, co burzy się w mojej głowie. Lubię niepokój. Nie lubię rzeczy „środkowych”, ułożonych, jakichś zwykłych łódek na jeziorze. Obraz musi dawać do myślenia – zarówno mi, jak i widzowi.
Michał Kotyrba: Z tego, co wiem, miałeś w swoim życiu już kilka wystaw. Którą z nich wspominasz najmilej?
Stanisław Poskrobko: Początkowo wystawiałem w białostockich klubach: Mozaika, Millennium, Mikron. Właściwie w całym województwie, nawet w remizach strażackich. Ale moją pierwszą poważną wystawą była ta w BWA u pani Cywińskiej w Białymstoku. Wystawiałem się tam razem z profesjonalistami. Pamiętam różne komentarze na ten temat – niektórzy patrzyli niechętnie, pytając, po co amator wchodzi do świata profesjonalnej sztuki.
Michał Kotyrba: Co chciałbyś osiągnąć jako artysta?
Stanisław Poskrobko: Chcę pokazać ludziom to, co tkwi w mojej duszy. To, co we mnie krzyczy i mnie niepokoi. Chcę pokazać światu i najbliższemu otoczeniu to, co mnie gryzie. To jest właśnie ten niepokój twórczy. Muszę ciągle coś robić z fakturą, z kolorem, z balastem farby.
Michał Kotyrba: Czyli malujesz codziennie? Gdy jesteś u siebie w domu w Rybakach, to codziennie coś tworzysz? Czy masz kilka rozpoczętych prac jednocześnie?
Stanisław Poskrobko: Tak, tworzę na bieżąco, „na gorąco”. To do mnie przychodzi naturalnie. Przelewam własne emocje na płótno. Czasem sam nie wiem do końca, jak te obrazy powstają, ale powstają. To jest natchnienie, coś, co mam w sobie.
Michał Kotyrba: W galerii spotkałem też Twoje nietypowe kolaże – przyklejone kawałki drewna, tkaniny. Skąd te pomysły?
Stanisław Poskrobko: Z natury, z Puszczy Białowieskiej. Tam jest mnóstwo sęków, gałęzi, ciekawych form. Wykorzystuję to, robię też frotage – techniki, z których słynął Max Ernst. Przenoszę te wizje na papier czy płótno, robię przecierki.
Michał Kotyrba: W Twojej twórczości jest też sporo motywów sakralnych – pasyjnych czy związanych z kolędą. Czy są kościoły, w których można zobaczyć Twoje dzieła?
Stanisław Poskrobko: Wychowałem się na wschodzie, w tej duchowości. Tam dominuje prawosławie, ale ja czuję się związany z całą duchowością wschodu. Kościół, cerkiew – to się dla mnie łączy. Nie uznaję podziałów, bo podziały to zło, które dzieli ludzi. Jeśli chodzi o moje prace, można je zobaczyć w kościele w Przerośli. Miałem też Drogę Krzyżową, ale nie wszyscy chcieli ją przyjąć – dla niektórych była zbyt odważna, zbyt nowoczesna jak na stary, barokowy kościół.
Michał Kotyrba: Dzięki Ci wielkie za tę rozmowę. Może kiedyś porozmawiamy dłużej, a tymczasem życzę dużo weny twórczej i do następnego spotkania.
Stanisław Poskrobko: Dziękuję Ci Michał i zapraszam do siebie do Rybaków.

Sztuka, która wyrasta z niepokoju
Rozmowa ze Stanisławem Poskrobko pokazuje twórczość głęboko zakorzenioną w naturze, duchowości i osobistym doświadczeniu. To sztuka, która nie szuka łatwych odpowiedzi, nie próbuje przypodobać się odbiorcy i nie boi się surowości. Przeciwnie – właśnie w fakturze, niepokoju, przypadkowości i emocji odnajduje swoją siłę.
Dziękujemy Stanisławowi Poskrobko za spotkanie, szczerość i opowieść o drodze twórczej, która prowadzi od dziecięcych rysunków, przez samodzielne eksperymenty z materiałem, aż po własny, wyrazisty język artystyczny.

