Jerzy Stachura o Edwardzie Stachurze. Rozmowa o życiu, sztuce i twórczości

Przed Państwem zapis wyjątkowej rozmowy Michała Kotyrby z Jerzym Stachurą, bratankiem Edwarda Stachury. To spotkanie poświęcone jest nie tylko pamięci o jednym z najważniejszych polskich poetów, ale także twórczości Jerzego Stachury, jego malarstwu, poezji i osobistym wspomnieniom. Wywiad, pierwotnie opublikowany w mediach społecznościowych Michała Kotyrby, prezentujemy na stronie Galerii Sztuki Schron Giżycko za zgodą autora.

Miałem niewątpliwą przyjemność rozmowy z Jerzym Stachurą, bratankiem postaci tak kultowej, jak i tragicznej, Edwarda Stachury. Rozmowa przyjęła formę luźnej konwersacji, za co jestem bardzo wdzięczny Jurkowi. Trochę czasu zajęło mi jednak przetransportowanie jej na słowo pisane, ale myślę, że udało mi się zachować specyfikę i oddać klimat Steda Juniora (tak zwykł nazywać bratanka Edward „Sted” Stachura).

Na początku próbowałem pomagać sobie sztuczną inteligencją, ale jak wiadomo, jest ona zawodna, dlatego większość rozmowy przepisałem z nagrania audio. Od razu zaznaczam, że jest to moje pierwsze tego typu przedsięwzięcie, dlatego z góry przepraszam za ewentualne błędy.

Jak wspominałem wcześniej, marzy mi się cykliczność takich spotkań w naszej Galerii Sztuki Schron Giżycko i już wstępnie umówiony jestem na rozmowę z Jackiem Liminowiczem. W późniejszym terminie chciałbym zaprosić Dorotę Jakacką, Reginę Danutę Biesiadecką, Józefa Niewińskiego, Stanisławę Poskrobko oraz Bohdana Makowskiego.

Przed Państwem pierwszy rozmówca, Jerzy Stachura.

Rozmowa z Jerzym Stachurą

Michał Kotyrba: Po pierwsze, wróćmy się do 1979 roku, do samobójczej śmierci Twojego wujka. Jak pamiętasz ten dzień?

Jerzy Stachura: Nie, to mnie akurat wtedy nie było, pracowałem wtedy gdzieś tam w jakimś hotelu, tam remontowałem jakiś hotel. Natomiast to było krótko, bo ja wtedy byłem w Aleksandrowie Kujawskim, u swoich rodziców. I on tam wtedy był u swoich rodziców, u swojej matki. No i wtedy rano pożegnałem go, jechał do Warszawy, bo potrzebował lekarstwa. Ojciec jechał właśnie do Warszawy i go zabrał po te lekarstwa. Pożegnaliśmy się i nic nie przepowiadało, że nie wróci. I potem się dowiedziałem nagle, że to się wszystko stało. No i potem pogrzeb.

Michał: Ale jak wiem z różnych źródeł, że to nie była pierwsza próba samobójcza, prawda?

Jerzy: Ja nie wiem, czy to co tam pod tym Bednarami, z tą lokomotywą, to nie wiem, czy to było samobójstwo. On to jakoś inaczej opisuje w „Pogodzić się ze światem”, że szedł i nie mógł zejść z tych torów. Jakieś tam swoje miał już pewne historie. Ale wtedy stracił te cztery palce, został mu tylko kciuk. Ale ja nie wiem, czy ja bym to nazwał próbą samobójczą, przynajmniej. A nie wiem, czy wcześniej coś… Chyba raczej nie, bo ja jednak znałem Stachurę, takiego tytana, takiego życia. I raczej zbyt wielu jego przyjaciół, poetów i innych ludzi, których musiał w jakiś sposób pochować. Nie był tym, nie wiem, czy to dobre słowo, zwolennikiem takiego odejścia, takiego samobójstwa. On zawsze mówił, pisał… ta wariatka śmierć…

Michał: Może oswajał w ten sposób myśli o tym, że…

Jerzy: Nie wiem, znaczy on tam gdzieś miał jakieś tam, kiedy zaczęły się te historie z tym człowiekiem nikt, człowiekiem ja i to się tak jakoś zaczęło. Znaczy miałem z nim jakieś rozmowy na ten temat, ale nie wiem, no dalekie mi było myślenie o tym, że on po prostu będzie skłonny, wiesz, popełnić samobójstwo. A kiedy, wiesz, ten ostatni okres, kiedy on tam te ostatnie trzy miesiące był u matki i pisał właśnie to „Pogodzić się ze światem”. A wiesz, ja też nie wiedziałem, że istnieje ten tekst „List do pozostałych”, wiesz, tego nie znałem. Znaczy widziałem tam pewne jakieś historie takie jego, wiesz, że on nie bardzo może się w tym wszystkim odszukać, wiesz, że coś się kończy, ale nie wyczułem, wiesz, nie wyczułem. Nawet kiedy ja się z nim żegnałem, to wiesz, uściskałem się, ale daleko mi było myśleć, że on już nie wróci.

Michał: Tak, ale Edward miał zdiagnozowaną chorobę dwubiegunową, prawda?

Jerzy: Tzn. on miał niby ten co to się nazywa, zespół maniakalno-depresyjny, coś takiego.

Michał: Dzisiaj to się nazywa, jest to jednostka chorobowa afektywna dwubiegunowa.

Jerzy: Ale, wiesz, to… On dla mnie był tytanem życia, dlatego wszelkie historie chorobowe były obok, wiesz, były obok. Ja tego nie wyczuwałem, przyznam się, że naprawdę nie wyczuwałem, wiesz, znając go od najmłodszych lat, a potem już jako poeta, gdzie zawsze rozmawialiśmy o życiu, o potędze życia, o sile życia, o cudzie. Gdzie tu były myśli o śmierci? Jak się rozmawiało, że słuchaj, no ten, rozumiesz, się powiesił czy coś, no to było bardzo bolesne, on to bardzo przeżywał.

Michał: A czy masz dziś, miewasz w ogóle jeszcze takie myśli, że mogłeś coś zrobić więcej, nie wiem, mogłeś coś zauważyć, czego nie widziałeś?

Jerzy: To znaczy ja nawet kiedyś próbowałem taki monodram zrobić, wiesz, „Pogodzić się ze światem”. Były te rzeczy zrobione, ja chciałem to inaczej zrobić troszeczkę ten tekst, wybrany tekst i taki ja tam gdzieś z gitarą i taki mój, jak gdyby, wiesz, monolog do niego, do niego, do tego tekstu, no ale to nawet, już ten był taki, że nawet gdyby nie umierać, żyć, to nic by to nie dało po prostu, wiesz. To nie była ta osobowość po prostu, wiesz, żeby coś jej narzucić, coś jej wmówić. Taka osoba na pewno szuka jakiejś pomocy, ale, wiesz, on zawsze pomocy szuka w sobie, bo on zawsze, zawsze mi mówił, że jak jest, że jak tobie jest tak źle, to uciekaj w siebie po prostu, wiesz, tam znajdziesz pomoc, no tam nawet gdzieś pisze w tym „Pogodzić się ze światem”, a kto mnie pomoże po prostu, nie, kto mnie uratuje.

Michał: Dobrze, zamknijmy tę smutną, pierwszą część rozmowy. A powiedz mi, czy dzisiaj nazwisko Stachura bardziej Ci pomaga czy przeszkadza?

Jerzy: No nie wiem, na pewno mi nie przeszkadza, czy pomaga? Może gdzieś tam, wiesz, wcześniej w takim wcześniejszym okresie, kiedy po śmierci Stachury, kiedy nastąpił ten taki boom Stachurowy, te wszystkie Stachuriady, ja tam uczestniczyłem, jeździłem tam, śpiewałem, wiesz, i ludzie tak, no, chcieli ze mną być, chcieli ze mną rozmawiać, chcieli się czegoś więcej dowiedzieć, no, odczuwałem to po prostu, ale potem nawiązywałem jakieś przyjaźnie, potem ci ludzie, wiesz, odchodzili na zasadzie takiej, że, no, dziękowali Stachurze za pewien okres ich życia i tak dalej, potem już ten Stachura już nie był im potrzebny, no, ale zostali też tacy, którzy, no, do dzisiejszego dnia, prawie że zestawiają ołtarzyki przy książkach Stachury, wiesz, no. Natomiast ja prowadziłem takie lekcje poetyckie w szkole, kiedyś w latach 90., kiedy taka nastąpiła, jak mówię, druga śmierć Stachury, kiedy tak przestał, przestało go być w jakichś mass mediach, nie wydawano tak książek, gdzieś się mało o nim mówiło, już tak nie. Ci ludzie z tą gitarą już tak nie śpiewali tych jego piosenek i ja prowadziłem w szkołach takie lekcje poetyckie tam u nas w Gdyni właśnie, żeby przybliżyć tej młodzieży twórczość Edwarda Stachury, bo wielu ich nie znało, nie znało w ogóle tej twórczości. Natomiast zawsze mówiłem, żeby sięgali po te książki, ale jeżeli im to nie leży w jakiś sposób, no to żeby tej książki nie odkładali zbyt głęboko na półkę, bo kiedyś na pewno po nią sięgną i na pewno ona im dużo w życiu pomoże. Z drugiej strony też mówiłem, żeby odczytać Stachurę, żeby czytać Stachurę, to trzeba się w jakimś, w jakimś chociaż stopniu zbliżyć do tego stanu, w jakim ta twórczość po prostu powstawała, no, tak, żeby na siłę tego nie robić. Jeżeli ci nie leży, to odłóż, na razie poczekaj, no, nie czytaj tego na siłę, przyjdzie taki moment, że będziesz chciał to przeczytać.

O twórczości, malarstwie i własnej drodze

Michał: Dobrze, zmieńmy zupełnie temat. Czy na dziś czujesz się bardziej malarzem, poetą, muzykiem, czy takim duchowym kontynuatorem twórczości Edwarda Stachury? W jakiej roli się najbardziej odnajdujesz?

Jerzy: Nie, to znaczy ja miałem tak, wiele ludzi, wiesz, których gdzieś tam poznałem, to nie mieli pojęcia w ogóle, że istnieje jakiś drugi Stachura. Ja natomiast miałem coś takiego, że kiedy zaczynałem pisać, to miałem dobrego nauczyciela i będąc, fascynując się już jako młody poeta twórczością Stachury, to próbowałem tam też tak coś pod niego, żeby tutaj coś, bo to takie było piękne dla mnie, wiesz, jeszcze nie miałem ani swojego stylu, ani nic, ale Stachura mi zawsze mówił: słuchaj, to jest za bardzo podobnie, na to jeszcze za wcześnie. On mi poprawiał te pierwsze moje wiersze, zanosił do redakcji. Kiedyś, dzisiaj nie ma problemu wydać tomik, coś takiego, ale kiedyś każdy druk w jakimś czasopiśmie, no, to była potęga, wiesz, żeby zobaczyć, jeny, swoje wiersze, farba drukarska, wiesz, zapach, Jezu, cały nakład byś kupił, wszystkie gazety, żeby, wiesz… I nagle takie, że no to już jesteś nieśmiertelny, bo jakiś wiersz gdzieś tam się… takie, wiesz, fajne historie. Ja dużo Stachurze zawdzięczam i powiem ci, że gdyby nie obecność Stachury w moim życiu, to ja nie wiem, co ja bym dzisiaj robił. Nie wiem, czy bym był poetą, czy bym malował, na pewno na gitarze bym tam grał, bo czasem grałem w jakimś zespole już jako młody chłopak, natomiast, wiesz, tak jak pierwszy raz usłyszałem „Piosenkę dla Potęgowej”, to już wtedy, wiesz, zawsze mówię, że gryf pękł przy mojej elektrycznej gitarze i już nie grałem w zespole żadnym, już chciałem też iść taką drogą poetyckiego śpiewania i tak dalej.

Michał: A czy w Twoim malarstwie też jest gdzieś duch Edwarda?

Jerzy: O jest, o jest, na pewno. Dużo jest obrazów, nawet, ten cykl, wiesz, akurat jeden obraz, masz rację, ja jeszcze namalowałem kilka obrazów właśnie, gdzie próbuję wejść w twórczość Stachury. To nie jest takie łatwe, wiesz, wejść w twórczość Stachury i teraz przelać ją na płótno, oddać tę treść, bo wiesz, no, jak mówię, że obraz należy czytać też, wiesz, nie tylko oglądać. Oczywiście obraz ma te walory dekoracyjne, więc się go ogląda, ale ja zawsze namawiam, żeby ten obraz też czytać. I taki cykl od czasu do czasu popełniam, jakiś obraz, na przykład z cyklu „Cudne Manowce”, albo „Kochałem ją siłą woli”, czy „Wypłakałem za tobą oczy”. Próbuję szukać takich rzeczy, które kiedy namaluję ten obraz i on sam mówi, że coś tutaj jest z tego, i wtedy jak gdybym miał prawo ten tytuł wykorzystać po prostu. No ale to jest jeszcze daleko, ale chciałbym naprawdę taki cykl, rozumiesz, bo aż się prosi po prostu.

Michał: Kiedy zacząłeś malować?

Jerzy: To znaczy, ja zacząłem malować… to będzie już jakieś… tak po 2000 roku zacząłem, no, ale te obrazy też się nie wzięły z niczego, wiesz, tylko z całej twórczości mojej, którą robiłem. Także, wiesz, tak jak Stachura, wiesz, nagle zaczął, powiedział, że już czegoś nie można wykrzyczeć, napisać, wypłakać, no to trzeba było to wyśpiewać po prostu, dlatego powstały te piosenki, wiesz. No, dlatego też pewne rzeczy już, wiesz, mówię, no, to możemy coś namalować z tego wszystkiego. Tym bardziej, że ja miałem takie, jako młody chłopak, też próbowałem tego malarstwa, nawet malowałem tam jakieś chałupki i inne rzeczy, te obrazy nawet gdzieś tam wieszałem na takich szopkach tam, gdzie mieszkałem, gdzie tam ludzie mieli szopki, na tych szopkach wieszałem te obrazy, one tam dzień i noc wisiały. Nie mówiłem o żadnej sprzedaży tego, tylko liczyłem na to, że może ktoś ukradnie, no ale nawet nikt nie ukradł, wiesz, tak że to się potem zniszczyło, spadało. Ale potem, wiesz, poezja jednak wzięła górę i przez tyle lat wydałem sporo tomików poetyckich, i dopiero po latach jakoś sięgnąłem znowu do tego wszystkiego. No, wiesz, akurat też chciał być malarzem, też, ale jednak wybrał twórczość poetycką, i ja też ten okres miałem poetycki, i teraz to nie znaczy, że ja dalej nie piszę wierszy, dalej jednak tworzę tam jakieś piosenki, też od czasu do czasu robię.

O procesie malowania

Michał: Ale jak to jest z tym malowaniem? Wstajesz sobie rano i mówisz sobie od godziny dziesiątej do godziny osiemnastej, dziś maluję, masz jakieś takie ramy, w których właśnie siadasz i malujesz, robisz to rzemieślniczo, czy czekasz na wenę, która na przykład nie następuje?

Jerzy: Nie, nie, nie, ja nie czekam na żadną wenę, wiesz, ja nie czekam na wenę. Ja wiem, że ja muszę o tej godzinie iść do pracowni, ja po prostu tym żyję, idę do pracowni i tam do którejś godziny maluję, wiesz. Natomiast jest coś takiego, że ja nie mówię o plenerze, bo jak na plenerze to co innego, to widzisz to, co tego, to ci pomaga, to ci pomaga, wiesz, że też nie robisz fotografii, tylko malujesz po swojemu. Natomiast, wiesz, u mnie jest tak, że ja idę do tej pracowni, ja oczywiście gdzieś tam wieczorami sobie, wiesz, przed snem gdzieś mi się tam kojarzą jakieś historie, które jutro będę malował i już mniej więcej wiem, co mam malować, więc przychodzę, płótno jest zagruntowane, no ale kładę jakieś tam farby i tak dalej, no i nagle widzę, że ten obraz zupełnie coś innego mówi, wiesz, że on coś innego zupełnie chce. Ja mówię, no to nie, to dzisiaj tego nie namaluję, bo ja tutaj patrzę, co on zupełnie mi co innego pokazuje, wiesz, tam rzeczywiście jest trochę tych farb położonych, ale widzę, że już jakieś zarysy czegoś. I mówię, no dobra, no to jadę tutaj, co chcesz, a potem po prostu, może to tak brzmi, ale ja z tym obrazem rozmawiam, wiesz, ja się z nim kłócę, wiesz, ja mu mówię, dlaczego tutaj, czemu tutaj nie chcesz tak po prostu tego zrobić. A potem już, jak już jest, wiesz, najgorzej jest, jak ja już mam skomponowane, bo ja więcej czasu tracę na kompozycję niż na sam proces malowania, bo ja dość szybko, jak jest szpachelką, szybko maluję, natomiast jak już masz skomponowane to wszystko, to jest ta najlepsza twórczość, wiesz, bo potem to ja już wiem, jak ten obraz będzie wyglądał i ja się już męczę, bo ja go muszę skończyć, wiesz, bo ja już myślę o innym obrazie, ale muszę skończyć. Ale ważne jest to, żeby ten obraz, on musi być… jak ja zaczynałem malować pastelami olejowymi i tutaj się tego nauczyłem, że musisz skomponować od razu to wszystko, wiesz, bo potem już nic nie zrobisz. Ten pastel już nie będzie ściągał ci tamtej farby, a nic, a nowego koloru nie będzie kłaść, więc ja się nauczyłem przez lata, bo ja maluję, obraz nie podsycha, wiesz, więc jak… a olej, wiesz, jak akryl, no to wiadomo, że ci tu podeschnie zaraz, możesz coś innego robić, a to jest wszystko mokre i teraz, wiesz, nauczyłem się, jak wyciągnąć spod spodu kolor, jak nałożyć kolor, żeby się nie powiązało i zrobił się brud. To lata pracy mnie tego nauczyły, to wszystko sam po prostu osiągałem.

Michał: W takim razie ile trwała najdłuższa taka kłótnia z obrazem?

Jerzy: Muszę przerzucić na drugi dzień, natomiast nie lubię tego robić, ponieważ, wiesz, ta chwila jest tylko w tym momencie i ona albo powstanie, albo nie. Owszem, potem mówisz, cholera, no mogłem to lepiej zrobić, ale w tym momencie, kiedy malowałeś, to on tak musiał po prostu być. Potem, wiesz, patrzysz i mówisz, ojej, mogłem tutaj… Z drugiej strony jest tak, że, wiesz, ja patrzę na jakieś wcześniejsze obrazy i mówię, kurczę, jak ja to tutaj zrobiłem, mówię, jeny, jak ja mogłem to zrobić. I słuchaj, się wydaje, że nie potrafię, wiesz, i ten sam efekt, nie potrafię tego efektu osiągnąć, i okazuje się, że ręka potrafi, ręka pamięta, głowa nie pamięta, jak to zrobić, ale ręka pamięta, jak to trzeba było po prostu zrobić. I obraz musi być do końca szczery, wiesz, ja tak zawsze mówię, że mnie kiedyś… bo ja dużo też maluję czasami palcami, wiesz, palcami, bo niektóre rzeczy, pędzla to prawie mało co używam. I niektóre rzeczy muszę zrobić palcem. Ja pamiętam, że potrzebowałem taki zawijas zrobić, wiesz, i źle coś nałożyłem tej farby, może za mało albo za dużo, wiesz, i ten zawijas mi nie wyszedł. I ja mówię, cholera, ja go oczywiście wypracowałem potem, wiesz, wiedziałem, jak on miał wyglądać i go wypracowałem, ale już wiedziałem, nikt tego nie wiedział, ale ja wiedziałem, że ja już oszukałem ludzi, bo to miało być tak zrobione, wiesz, a nie tam sobie na pół godziny się chromolenia na tym. Wyszedł ten efekt, ale on miał tak być zrobiony jednym ruchem po prostu, a nie przez pół godziny szukania tego. Albo malujesz prawdziwie, albo sobie daj spokój po prostu. No nie, no, wiesz, jak na plenerze z jakimiś kobietami, wiesz, byłem, kiedyś siedziałem z takimi malarkami na plenerze, wiesz, mówię, chodźcie trochę tam, nie, siedzą w tych budach, zamykają się, zdjęcia, kwiatki malują. Ja mówię, przecież te twoje kwiaty, jeszcze nie skończyłaś tych kwiatów, a już one wszystkie są zwiędnięte.

Michał: Większość twojej twórczości to są plenery, to są pejzaże, to jest marynistyka czy architektura, a czy kiedykolwiek malowałeś portrety?

Jerzy: Nie, nie, nie. Wiesz, ja urodziłem się w Gdyni, nad morzem, całe życie nad morzem, więc ja to morze po prostu czuję, więc gdybym się urodził w górach, to na pewno bym malował góry. No, ja bywam w górach i namalowałem trochę obrazów gór, ale gdzie tam, no oczywiście nawet sprzedałem te obrazy, no to były i ładne dla oka, ale one tego nie dawały, wiesz, to nie były góry takie, wiesz, to nie to, co czujesz, jak patrzysz na góry i czujesz te góry. Tak samo nad morzem, ludzie przyjadą nad morzem i dla nich to morze zawsze tak samo wygląda, no bo niby tak, niebo, woda, albo kawałek plaży i nic więcej, tam nie ma, albo coś pływa, albo nie pływa po prostu, nie, jakiś kamień leży i tak dalej. I możesz tylko oddać ten moment, wiesz, tę chwilę. Ludzie nie wiedzą, że morze za dwie godziny wygląda inaczej po prostu, są inne chmury, inne światło zupełnie. Kiedyś taki gość przyszedł po obraz i mówi, ale ten obraz jest taki sam jak ten, a tam był taki dość nieprzyjemny facet, więc pozwoliłem sobie tam z niego trochę zażartować. Ja mówię, ale nie, wie pan, nie widzi pan? A on mówi, no to jest taki sam jak to. Mówię, nie proszę pana, bo na tym obrazie to jest godzina 12.45, a ten już jest po pierwszej, to morze już jest po trzynastej.

Zamknięcie rozmowy

Michał: Zadam Ci jeszcze jedno na sam koniec, tak klamrą żeby zamknąć, zaczęliśmy od Edwarda, skończymy Edwardem. Co myślisz, powiedziałby ci Stachura, jakby patrzył na twoje obrazy? Jakie byłyby jego słowa, jakby odebrał twoją twórczość?

Jerzy: Wiesz co, nie mam pojęcia, powiem ci szczerze, natomiast żona jego, Zyta, która też już nie żyje, ale której podarowałem kilka obrazów, no to była zachwycona, była zachwycona. Wiesz, no i nie wiem, nie wiem jak Stachura… jego zachwyt był niesamowity, on się zachwycał takimi rzeczami, które byłyby dla ciebie obojętne po prostu, a dla niego to był zachwyt, wiesz. Dla niego to, to powietrze, no jak tam gdzieś tam, wiesz, jak mówię w Ameryce, to tam w Ghanie, tam to Hachan wyszedł i mówił, powietrze to jest mój haszysz, wiesz, no, takie rzeczy. Nie wiem, nie wiem i nawet nie chcę wiedzieć, jak tam się spotkamy po drodze gdzieś, to na pewno, wiesz, pogadamy na ten temat.

Michał: Dziękuję Ci bardzo za rozmowę.

Przypisy

„Pogodzić się ze światem” to tytuł zbioru osobistych zapisków i dzienników Edwarda Stachury z ostatnich miesięcy jego życia (1979). Dzieło to dokumentuje zmagania poety z chorobą, samotnością i chęcią akceptacji rzeczywistości, łącząc refleksje o pochwale drobnych radości z narastającym poczuciem obcości i ostatecznego zmęczenia.

„List do pozostałych” to poruszający, pożegnalny wiersz Edwarda Stachury, odnaleziony w jego warszawskim mieszkaniu po tym, jak 24 lipca 1979 roku popełnił samobójstwo. Utwór ten jest uznawany za swoisty testament artystyczny i osobisty, będący kulminacją jego filozofii życia oraz postępującego kryzysu psychicznego.

Edward Stachura eksplorował tożsamość „człowieka nikt”, postaci wyobcowanej, wolnej od konwenansów, a jednocześnie głęboko przeżywającej kruchość istnienia. Jego poezja, często pisana z perspektywy „ja” wędrującego, łączyła bunt przeciw okrucieństwu świata z próbą odnalezienia sacrum w codzienności.

„Ballada dla Potęgowej” (znana też jako „Piosenka dla Potęgowej”) to utwór Edwarda Stachury o tematyce wędrówkowej i pożegnalnej, opowiadający o przyjaźni, życiu na marginesie i raju, który czeka po śmierci. Tekst jest pełen tęsknoty, zygzakowatej drogi życia, a także obrazów wiejskiego życia, nawiązując do klimatów „Siekierezady”.

„Cudne manowce” to motyw często powracający w twórczości Edwarda Stachury, między innymi w wierszu „Jak”. Jest to również tytuł cyklu obrazów Jerzego.

„Pokocham ją siłą woli” to tytuł opowiadania Edwarda Stachury z tomu „Się”. Tytuł taki również nosi cykl obrazów Steda Jr.

„Wypłakałem za Tobą oczy” to fragment słynnego wiersza Edwarda Stachury zatytułowanego „Wypłakałem oczy niebieskie”. Utwór ten stał się niezwykle popularny w nurcie poezji śpiewanej.

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.