Józef Niewiński. Rozmowa o rzeźbie, drewnie i twórczej drodze

Przed Państwem zapis kolejnej rozmowy Michała Kotyrby, tym razem z Józefem Niewińskim – rzeźbiarzem od lat związanym z Mazurami, twórcą monumentów, ilustracji rzeźbiarskich do mazurskich opowieści oraz artystą, który pracuje nie tylko w drewnie, ale również w kamieniu i metalu.

To rozmowa o początkach pasji, o drewnie, które samo podpowiada kształt, o najtrudniejszych realizacjach i o tym, dlaczego prawdziwa rzeźba wciąż wygrywa z seryjną produkcją. Nie zabrakło też wspomnień o współpracy z Galerią Sztuki Schron i o procesie twórczym, w którym równie ważne jak dłuto okazują się muzyka, książki i doświadczenie.

Rozmowa z Józefem Niewińskim

Michał Kotyrba: Józek, na początku takie pytanie, na które odpowiadałeś już pewnie niejeden raz, ale wypadałoby od tego zacząć. Skąd się wzięło to rzeźbienie w Twoim życiu?

Józef Niewiński: Moje rzeźbienie? To znaczy u mnie tak było, że urodziłem się już rzeźbiarzem. O ile dobrze sobie pamiętam, to już rzeźbiłem, odkąd tylko pamięcią sięgam. W szkole podstawowej i później właściwie to dzień w dzień dłuto w rękach. Następnie piły, także od małych rzeźb do monumentów i tak to wyglądało.

Michał: Pamiętasz w takim razie pierwsze swoje dzieło, z którego byłeś zadowolony, z którego byłeś dumny?

Józek: Tak, dawniej w szkole na ścianie wisiały poczty królów polskich. I według tych pocztów ja zrobiłem płaskorzeźby. To byłem wtedy bodajże w czwartej klasie szkoły podstawowej. Także super byłem zadowolony z tych prac. Gdzieś poszły w świat, ale gdzie, to już nie pamiętam. Następnie już tak dosyć dużo.

Nawet była taka sytuacja, że chodząc po lesie zrobiłem niedużą rzeźbę. Ręce tej rzeźby były tak wyciągnięte i znajomy leśniczy miał kontrolę w lasach. I tę rzeźbę znaleźli, bo ją zostawiłem. I miał naganę dostać za to, że nieporządek w lesie jest. Nie miał pracowników i mówi, patrząc na tę rzeźbę, do tej komisji: „Nawet ta rzeźba prosi o jakąś pomoc, bo sam nie daje rady”. Takie dosyć ciekawe przypadki.

O drewnie, materiale i naturze

Michał: Powiedz mi, w jakim drewnie najbardziej lubisz rzeźbić? Masz taki ulubiony gatunek?

Józek: Każde drewno jest dobre, tylko kwestia podejścia, kwestia sprzętu. Na przykład jeżdżąc na Litwę na plenery rzeźbiarskie, rzeźbimy w dębie. I ten dąb jest przywożony z Polski, z Puszczy Boreckiej. We Francji na przykład wierzba, bo tam innego nie mieli. Akurat w Holandii trzeba było szukać drewna lipowego, tam bardzo drogie. A tak jak powiedziałem wcześniej, każde się nadaje.

Ja jeszcze oprócz drewna rzeźbię w kamieniu i w metalu. Także to kwestia podejścia, sprzętu i doświadczenia. Ja z tym akurat nie mam problemu.

Michał: Powiedz mi, czy zdarza Ci się znaleźć gdzieś, na przykład w lesie, jakiś kawałek drewna, konar, korzeń i od razu masz na niego pomysł?

Józek: Tak, są na przykład ciekawe konary. Ja to nazywam „duch puszczy”, czy na przykład materiał na figurę Chrystusa na krzyżu. Są dosyć ciekawe. Tylko teraz od długiego czasu ja kupuję już kloce, jakieś kłody drewna i z tych ścinków robię jakieś maski, na przykład czy kwiaty. Plus jeszcze oczywiście jakieś podobizny albo głowy konia są bardzo ciekawe, co lubię rzeźbić.

Natura ma takie ciekawe pomysły, że to tylko kwestia docięcia dłutem i powstaje rzeźba. Kwestia pomysłu.

Michał: Wspomniałeś, że umiesz rzeźbić w różnych materiałach. W jakim zatem lubisz najbardziej?

Józek: Najlepiej drewno, jest bardzo plastyczne. Zależy jeszcze, kiedy to drzewo było ścinane, o jakiej porze roku, nawet i dnia. W kwestiach twardości i soków im bardziej takie drzewo, które rośnie gdzieś na pustkowiu, czyli te, które są posadzone przy ulicach, te stare lipy, one są same w sobie rzeźbą, bardzo ciekawą.

Tylko kwestia okorowania, docięcia i co za tym idzie, one nie pękają, bo są tak poskręcane przez naturę, że nie ma możliwości, żeby pękły. Natomiast te, które rosną gdzieś w lesie, w puszczy, lgną się szybko do światła i po ścięciu nawet po niedługim czasie pękają na całej długości i właściwie nadają się tylko do kominka.

O współpracy z Galerią Sztuki Schron

Michał: Jak doszło do Twojej współpracy z naszą Galerią Sztuki?

Józek: Swego czasu, to było około 30 lat temu, już organizowałem plenery rzeźbiarskie, warsztaty rzeźbiarskie i to było na plaży w Kruklankach. Zjawił się Darek Matyjas na plaży i od słowa do słowa doszliśmy do tego, że plenery rzeźbiarskie będą odbywały się na podstawie mazurskich opowieści. Przy okazji ja bym zrobił ilustrację rzeźby do tych opowieści, a Darek miał książkę wydawać jako formę ilustratorską do tej książki. To było dosyć dawno temu.

Rzeźby stoją do dziś jako monumenty na ścieżce rowerowej. To jest 28 rzeźb, monumentów, a te, które są w książce, to są już jako eksponaty w galerii u Darka.

Michał: A wcześniej, mam rozumieć, nie znałeś tych opowieści czy jak to wyglądało?

Józek: To znaczy, przymierzając się do pleneru akurat na temat mazurskich opowieści, przeczytałem dwie opowieści, bo akurat koledzy, którzy pomagali organizować plener rzeźbiarski, zwrócili się z taką propozycją, żebym zrobił na początku te dwie opowieści jako ilustrację i zamysł tej ścieżki rowerowej, a następne będą już od Dariusza.

To dosyć ciekawe, pomysłowo zrobione. Jedną z atrakcji Kruklanek i gminy Pozezdrze jest właśnie ta ścieżka rowerowa, rajd rowerowy, a mazurskie opowieści dodają uroku i są bardzo ciekawe, bo ta ścieżka nie biegnie drogami asfaltowymi, tylko po uboczach, nad jeziorami, przez puszcze. Dodaje to właśnie takiej specyfiki.

Najtrudniejsze rzeźby i największe wyzwania

Michał: Która z tych wszystkich rzeźb sprawiła Ci największą trudność?

Józek: Ach, dosyć dużo kłopotu miałem z czarną jachtą. W tej książce jest właśnie jako statek, no to trzeba było jakoś tak ująć żaglówkę. Nie wiedziałem, co tak dokładnie zrobić, bo ta opowieść dosyć taka jest specyficzna. I żeby to ująć, to trochę trzeba było się nagimnastykować i tak odkładałem z dnia na dzień, także dosyć długo czasu zeszło nad ilustracją tej opowieści.

No reszta, to już musiałem dostosować te rzeźby do specyfiki tych opowieści, żeby był podobny temat taki mazursko-ludowy, żeby akurat pasował do danej opowieści.

Michał: Jaką pamiętasz najtrudniejszą rzeźbę, którą miałeś przygotować na zamówienie?

Józek: Taką chyba najciekawszą, najbardziej trudną, to było zamówienie rzeźby dla Papieża Franciszka przez polski Sejm – Chrystusa Frasobliwego. Chciałem, żeby to było takie ujęcie typowo polskie, bo to jest charakterystyczna rzeźba polska i żeby ona odzwierciedlała i charakter, i specyfikę tej rzeźby. A tym bardziej, że jechała do Watykanu do papieża, to starałem się, żeby ona była taka szczególna. W sumie każda rzeźba jest taka indywidualna.

O talencie, warsztatach i sztuce tworzonej ręką człowieka

Michał: Powiedz mi, czy podczas organizowanych przez Ciebie warsztatów spotkałeś kogoś, kto najbardziej się wyróżniał? Czy szykujesz sobie następcę?

Józek: Wiesz, ciężko odpowiedzieć. Dosyć dużo osób przewinęło się w czasie tych moich warsztatów rzeźbiarskich, bo prowadziłem w Domu Kultury w Kruklankach przez 14 lat zajęcia rzeźby, ale uważam, że żeby dobrze tworzyć, to trzeba urodzić się już z takim talentem, bo rzeźba jest tematem specyficznym.

Dajmy na to, że dostajesz jakieś zamówienie, rysunek czy zdjęcie na rzeźbę powiedzmy w wysokości 2–3 metrów i już musisz mieć w głowie, w komputerze pokładowym ten zarys rzeźby, żeby był podobny do rysunku czy zdjęcia. Tak samo i z podobizną – jak się robi, to musi być podobna, żeby klient nie powiedział: „No, byle co”, i zostaje materiał zniszczony.

Michał: Czy myślisz, że jakimkolwiek zagrożeniem dla takiej prawdziwej rzeźby pochodzącej od człowieka są na przykład drukarki trójwymiarowe?

Józek: Była taka sytuacja, że dostałem propozycję, żebym miał kopiarkę i robił klientowi seryjne rzeźby, ale zostawiłem to, bo okazało się, że są koneserzy sztuki, którzy wolą taką rzeźbę ręcznie robioną, tworzoną, niż z kopiarki czy 3D. Takie bez sensu, to widać, sztuczne jest. Nie ma duszy, nie ma ciepła, nie ma tych fluidów od twórcy.

O pracowni i procesie twórczym

Michał: Powiedz mi, jak wygląda sam proces twórczy? Masz swoją pracownię, prawda? Czy potrzebujesz do tego ciszy, czy wręcz przeciwnie – puszczasz jakąś muzykę?

Józek: Tak, w sumie cały czas jest muzyka. Jeszcze swego czasu, jak byłem trochę młodszy, organizowałem dyskoteki, jedne z pierwszych takich, jak zaczęły wchodzić w Polsce. Także zespoły rockowe to super jest, do tego też chodzę ubrany na czarno, kapelusze, tego typu, to już taka maniera jest.

Muzyka właściwie cały czas przy uchu leci w pracowni, do tego wiadomości i książki. Bo drugi nałóg to książka, także to można połączyć. Chwila odpoczynku to książka, albo po zmęczeniu tak samo książka, czy już dość czytania, no to jest pomysł ciekawy, bo nie można non stop rzeźbić.

A poza tym, jak zaczynam rzeźbić, to ja nie rzeźbię jednej rzeźby cały czas od początku do skończenia, tylko robię kilka sztuk, kilka różnych rzeźb i tak zmieniam, żeby nie zrobić jakiegoś błędu. Także też muzyka, zależy jaka muzyka, dodaje powera.

Michał: Dziękuję Ci bardzo za rozmowę.

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.