Kolory, które budzą Rudę. Rozmowa z Dorotą Jakacką o malarstwie, emocjach i radości tworzenia

Spis treści:

Przed Państwem kolejna rozmowa z cyklu Michała Kotyrby, tym razem z Dorotą Jakacką – artystką, dla której malarstwo jest podróżą w głąb siebie, spotkaniem z emocjami i sposobem na przenoszenie koloru do codzienności.

To opowieść o spontanicznym procesie twórczym, obrazach bez tytułów, inspiracji Beksińskim, charakterystycznych postaciach bez nosów i o tym, dlaczego sztuka nie zawsze musi być „ładna”, ale zawsze powinna poruszać.

Rozmowa z Dorotą Jakacką

Michał Kotyrba: Doroto, jak zaczynasz pracę nad obrazem? Czy kiedy stajesz przed abstrakcyjnym płótnem, masz już gotowy plan, czy koncepcja zmienia się w trakcie malowania?

Dorota Jakacka: Nigdy nie wiem, co ostatecznie powstanie. Wszystko zależy od mojego nastroju i energii, jaką mam w danym dniu. Zaczynam od nałożenia podkładu i to z niego wyłaniają mi się kształty. Czasem dostrzegę w plamach postać abstrakcyjną, innym razem koguta – i wtedy idę w tym kierunku. To proces zupełnie nieprzewidywalny i niezaplanowany. Ostatnio w moich pracach dominuje motyw profilu, ludzkiej głowy, który sam „wychodzi” z tła.

Michał Kotyrba: Czyli tworzysz w pełnej symbiozie ze swoimi emocjami?

Dorota Jakacka: Zdecydowanie. Zauważyłam, że gdy towarzyszy mi radość i tzw. wysokie wibracje, barwy są intensywne. Kiedy mam gorszy dzień kolory stają się bardziej stonowane, wręcz ponure.

Michał Kotyrba: Jakiego koloru jest w takim razie Twoja radość?

Dorota Jakacka: To przede wszystkim żółć i pomarańcz – one są u mnie bardzo widoczne. Złość natomiast kojarzy mi się z ciemnym fioletem. Co ciekawe, niemal w ogóle nie używam czerni. Czasem pojawi się jakaś czarna kropka czy grafitowy akcent, ale po czystą czerń jeszcze nigdy nie sięgnęłam.

Michał Kotyrba: Kiedy Twoja płodność artystyczna jest największa? Malujesz częściej, gdy jesteś szczęśliwa, czy gdy targają Tobą trudne emocje?

Dorota Jakacka: Muszę czuć radość tworzenia. Kiedy moje wibracje są niskie, rzadko sięgam po pędzel. Aby malować, potrzebuję tej pozytywnej energii.

Michał Kotyrba: Nie nadajesz swoim obrazom tytułów, zostawiając pole do popisu odbiorcy. Z jaką najbardziej zaskakującą interpretacją Twojego dzieła się spotkałaś?

Dorota Jakacka: Pamiętam sytuację z czasu, gdy prezentowałam obrazy na placu przy kładce. Przyszła pewna kobieta i powiedziała prosto z mostu: „Pani wygląda na normalną, ale pani obrazy są totalnie odjechane”. To był dla mnie komplement! To mnie wręcz popchnęło do przodu. Obraz nie musi być „ładny” w tradycyjnym sensie – on ma budzić emocje. Skoro moja twórczość wywołała w niej tak silną reakcję, uznałam, że muszę to kontynuować.

Michał Kotyrba: Pamiętasz swój pierwszy pokazany światu obraz?

Dorota Jakacka: : Zanim cokolwiek pokazałam, zamknęłam się na rok, żeby wypracować własną technikę. Uczyłam się na błędach. Zaczynałam od małych karteczek i na jednej z pierwszych moich prac wyszła wielka dziura, bo dałam za dużo wody! Mam ten arkusz do dzisiaj. Od tych małych karteczek przechodziłam powoli do większych kartonów. Szukałam czegoś swojego, czego nie ma nigdzie indziej. Mój pokój po tym czasie nadawał się tylko do remontu – farba była wszędzie!

Michał Kotyrba: Jakich farb używasz najchętniej?

Dorota Jakacka: Przede wszystkim akryle. Do tego pastele suche i kredki.

Michał Kotyrba: Oprócz abstrakcji w Twojej twórczości pojawiają się charakterystyczne dziewczynki bez nosów. Skąd ten motyw?

Dorota Jakacka: To chyba głos mojego wewnętrznego dziecka. Te postaci są bardzo osobiste, widzę w nich siebie – to takie moje alter ego. A dlaczego nie mają nosów czy uszu? Bo to abstrakcja. Chciałam uciec od realizmu, zachwiać proporcjami dłoni czy twarzy. Brak nosa sprawia, że ludzie się zatrzymują i pytają: „dlaczego?”. To intryguje.

Michał Kotyrba: Na Twoich większych pracach widać też charakterystyczne spirale i koła. Jak je tworzysz? Używasz cyrkla?

Dorota Jakacka: Nie, to autorska metoda, którą wypracowałam metodą prób i błędów. Takie formy wychodzą tylko na konkretnych strukturach – na zwykłym papierze czy płótnie ten efekt byłby niemożliwy do osiągnięcia. To takie moje „epicentrum”. Marzy mi się stworzenie czegoś podobnego z użyciem kolorów neonowych.

Michał Kotyrba: Czy masz artystę, który jest dla Ciebie autorytetem?

Dorota Jakacka: Cenię wielu twórców, ale najbardziej inspirował mnie Beksiński. To dzięki niemu zaczęłam malować na płycie. Kiedyś myślałam, że płótno to jedyny „słuszny” podkład, ale gdy zobaczyłam, że on tworzył na płytach, postanowiłam spróbować. I tak już zostało – duże formaty tworzę właśnie na tym materiale. Płótno rezerwuję głównie dla moich „domków”.

Michał Kotyrba: Jak wygląda Twój dzień w pracowni? Masz narzucony reżim pracy?

Dorota Jakacka: Wszystko dzieje się spontanicznie. Czasem spędzam w pracowni pięć godzin, czasem trzy. Lubię odstawić obraz na tydzień, żeby wrócić do niego ze świeżym spojrzeniem. Nie lubię pośpiechu w tworzeniu.

Michał Kotyrba: Potrzebujesz wtedy ciszy?

Dorota Jakacka: Przeciwnie, zawsze towarzyszy mi muzyka. Często łączę malowanie z medytacją. Wpadam wtedy w trans – nie wiesz, gdzie jesteś i co dzieje się wokół. Malowanie to dla mnie podróż w głąb siebie.

Michał Kotyrba: Zbliża się lato, a z nim czas plenerów i wydarzeń artystycznych. Czy planujesz w najbliższym czasie coś specjalnego dla swoich odbiorców?

Dorota Jakacka: Latem ogród zamienia się w prawdziwą galerię przestrzeń pełną kolorów, form i inspiracji, gdzie natura spotyka się ze sztuką. To idealny moment, żeby zajrzeć, zatrzymać się na chwilę i zobaczyć moje prace w ich naturalnym otoczeniu.

Serdecznie zapraszam wszystkich, którzy mają ochotę doświadczyć tego miejsca na żywo można przyjść, obejrzeć moje realizacje, porozmawiać i poczuć atmosferę twórczego procesu.

Już po raz trzeci, w dniach 11–12 lipca, otwieram również swoją pracownię dla gości. To wyjątkowa okazja, by zobaczyć mnie przy pracy, zajrzeć za kulisy powstawania obrazów i przekonać się, jak wygląda codzienność artysty od środka.

Michał Kotyrba: Co chciałabyś osiągnąć jako artystka?

Dorota Jakacka: Chciałabym przenieść odrobinę tej mojej „wysokiej wibracji”, radości i koloru na moją ukochaną Rudę. To moja miejscowość i cieszę się, że mogę ją w ten sposób rozświetlić. To moja największa satysfakcja.

Michał Kotyrba: Czego zatem mógłbym Ci na sam koniec tej miłej rozmowy życzyć?

Dorota Jakacka: Zdrowia i niesłabnącej radości z tworzenia. Życie już i tak sprawiło mi wiele niespodzianek – nigdy nie sądziłam, że będę miała wernisaże i wystawy. Czuję się spełniona

Michał Kotyrba: Dziękuję Ci bardzo za rozmowę i do zobaczenia na Majówce w naszej galerii.

Kolor, emocje i twórcza wolność

Rozmowa z Dorotą Jakacką pokazuje, że malarstwo może być nie tylko pracą z kolorem i formą, ale także bardzo osobistym zapisem nastroju, energii i wewnętrznego świata artysty. W jej obrazach abstrakcja spotyka się z intuicją, a przypadek często staje się początkiem nowej opowieści.

Dziękujemy Dorocie Jakackiej za podzielenie się swoją historią, spojrzeniem na sztukę i radością tworzenia. Życzymy zdrowia, niesłabnącej energii oraz wielu kolejnych obrazów, które będą zatrzymywać, intrygować i poruszać odbiorców.

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.